Tytuł oryginału: Beautiful Bastard
Autor: Christina Lauren
Seria: Piękny drań #1
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 09/02/2015
Liczba stron: 320
Cena: 32,90 PLN
Ocena: 1/10
Wraz z walentynkowym szałem na ekranizację Greya
postanowiłam się zbuntować i zamiast iść za tłumem w stronę kina zrobiłam coś innego. Jako że wszędzie widziałam serduszka i misie, a ogrom miłości, który
czułam w powietrzu zaczął mnie delikatnie mówiąc przytłaczać, zdecydowałam się jednak dorzucić
swoje trzy grosze to tego narodowego ruszenia i wzięłam się za erotyk. Wiem, mama
zawsze mówiła, żebym się uczyła na błędach i wyciągała z nich wnioski. I co?
Znowu się wzięłam za czytanie książki, która nic nie wnosi, ani tym bardziej
nic nie zmieni w moim życiu. Sprawiła jedynie, że dobrze mi się nad nią
usypiało. I to jest jedyny plus owej historyjki.
O czym tak naprawdę jest „Piękny drań”? Ano mamy super
seksownego szefa, młodego boga i rekina biznesu, któremu ledwo trzydziestka
stuknęła na karku. Bennet Ryan, gdyż tak nazywa się nasz pogromca niewieścich serc, wraca po paru latach pracy dla koncernu
L’Oreal na stare chicagowskie śmieci i zostaje uwaga – dyrektorem strategicznym
marketingu. Facet oczywiście ma wszystko o czym marzą kobiety:
- ciało atlety - cudowne mięśnie zarysowujące się pod koszulami, garniturami + inne niewidoczne dla oka przymioty,
- cudowny głos sprawiający, że kobiety z miejsca zrzucają ciuchy,
- odpowiedni wzrost, którym przytłacza i pokazuje swoją siłę i dominację,
- przenikliwe spojrzenie, które śni się po nocach niewinnym asystentkom,
- drogie i markowe garnitury – nasz amant, nie może oczywiście pokazać się w jakiś szmatkach, wszystko musi być z najwyższej półki i z odpowiednią metką rodem z haute couture,
- na koniec nie może zabraknąć kasy! I to tony kasy. Bez zielonych Bennet prawdopodobnie nie byłby takim ciachem, prawda?
Zbierając te wszystkie cechy mamy o ironio kolejnego pana
Greya! Myślałam, że autorkom już się to znudziło, jednak świat aż taki piękny
nie jest. Na szczęście bohaterka „Pięknego drania” ma w sobie o wiele więcej
ikry niż Ana Steel. Nie modli się do swojej wewnętrznej bogini, za to nadużywa
rynsztokowego języka, a w pracy tylko myśli jak zaliczyć swojego szefa, gdzieś
tam w międzyczasie nad czymś pracując. Normalnie praca ideał. Można zarobić i
się nie narobić oraz przy okazji zaliczyć. Chloe tylko ładnie wygląda,
oczywiście ubiera się u najlepszych światowych projektantów, zawsze pięknie
pachnie i tylko kusi naszego szefa, który o dziwo nie jest w stanie się jej w
żaden sposób oprzeć.
Autorki, gdyż pod tym pseudonimem kryją się dwie panie,
starają się jak mogą i próbują budować fabułę historyjki. Coś im w tym jednak
nie wychodzi, gdyż „Piękny drań” fabuły żadnej nie ma. Każdy rozdział składa
się z trzech powtarzających się elementów. Mamy kłótnię bohaterów (1), słowne
przepychanki (2) oraz godzenie się (3), które obejmuje mniej lub bardziej
gorący szybki numerek. Autorkom w tym polu raczej brakuje polotu, gdyż jedyne w
czym pokazują swoją wyobraźnie są miejsca, gdzie Bennet i Chloe poznają się
lepiej. Mamy więc o zgrozo biuro i jeszcze więcej biura, windę, schody, kilka
toalet oraz przymierzalni, nawet zahaczyli raz o hotel! Żeby było jeszcze gorzej
każdy, potarzam każdy rozdział zaczyna się lub kończy szybkim numerkiem. Biorąc
pod uwagę objętość książki 50% zawiera sceny erotyczne, 45% kłótnie bohaterów,
4% nijaką fabułę i 1%, w którym można się co nieco dowiedzieć o bohaterach. Są,
a jakby ich nie ma. Nie wiemy co lubią, ani czego nie lubią (za wyjątkiem
awersji Chloe do róż), nie poznamy ich przemyśleń, może za wyjątkiem tych o ulubionych
pozycjach, a pozostali bohaterowie? W sumie, nie mogę sobie żadnych
przypomnieć!
Boleję nad tym, że takie „dzieło”, które notabene było
fanficiem słynnego i znienawidzonego „Zmierzchu” trafiło do Polski i dziwnym
trafem znalazło wydawcę oraz nabywców. Ani to porywa, ani nie rozgrzewa do
czerwoności. Coś z tym jest nie tak? Niestety już dawno pogodziłam się z myślą,
że nie trafię na dobry erotyk. Każda książka pretendująca do tego zaszczytnego miana
jest nijaka i powielająca całą masę przeróżnych schematów. Nie wiem? Może
współczesne kobiety śnią po nocach o bogatych biznesmenach i finansistach?
Dziewczyny – nie ma o czym marzyć. Finanse są jedną z najbardziej pokręconych
branż, która tylko wypluwa kolejnych znerwicowanych pracusiów. Dlatego „Piękny
drań” jest (nie)piękną historyjką nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością.
Taka płytka bajka bez morału w sam raz na walentynki żeby się jeszcze bardziej
dobić marzeniami o jakimś nierealnym księciu z Wall Street.
Justyna
Ah, czyli już mam kolejną pozycję, której lepiej się wystrzegać.
OdpowiedzUsuńUuu.... Załamałaś mnie, wiesz? A ja sądziłam, że to w końcu wymarzony erotyk, który będzie jednocześnie pierwszym w mojej karierze... No cóż, i tak zamierzam dać tej książce szansę - jak to wyjdzie, okaże się ;)
OdpowiedzUsuńJa wyjątkowo rzadko czytam erotyki, bo niczym mnie nie zaskakują, a wyjątkowo męczę. Jednak się nie poddaje i ciągle szukam :)
UsuńO nie, nie, tylko nie kolejne 50 odcieni.
OdpowiedzUsuńNiestety tak, 50 odcieni wiecznie żywe :)
UsuńZnowu powtórka ,,50 twarzy Greya". Szkoda.
OdpowiedzUsuńChciałabym mieć taką prace, jak główna bohaterka :)
Ja też :) Czasami jednak warto trochę pomarzyć :)
UsuńW zupełności się z Tobą nie zgadzam ;) To historyjka lekka, zabawna i niezobowiązująca. Kto powiedział, że jej zadanie to zmiana czyjegoś życia? Nie ma fabuły? To fakt, ale składa się z ciętych dialogów (co prawda lepszych w oryginale) ale bardzo miło wypełnia czas. I tyle ;)
OdpowiedzUsuńOpinie mają to do siebie, że są całkowicie subiektywne. W tym wypadku gdyby jedyną zaletą książek było umilanie czasu ... to nie wiem czy bym je czytała. Wiadomo, fajnie jest czytać odmóżdżacze - mi też się to zdarza, zwłaszcza w okolicach sesji kiedy chce odreagować stres. Jednakże szukam w książkach jakiejś głębi, nie tylko prostej historyjki bez fabuły. I tak "Piękny drań" fabuły nie ma. Chyba że wziąć pod uwagę kłótnie i szybkie numerki bohaterów, co dla mnie jest stanowczo za mało. Już sławny Grey, mimo że wyjątkowo słaby, miał bardziej skomplikowaną "akcję" niż ta historyjka. Co do dialogów - nie były jakieś wyjątkowo twórcze, nie widziałam nigdzie tego zacięcia. Bohaterowie rozmawiali ze sobą, ale ... tylko o seksie. Dla mnie było to wyjątkowo puste podejście, gdyż życie składa się z wielu więcej elementów. Niestety dla autorek chyba to już nie było ważne. Z jednej strony cieszę się, że przeczytałam tę książkę, gdyż teraz nikt do erotyków raczej mnie nie zagoni, a z drugiej strony żałuję straconych dwóch dni.
UsuńTylko nie kolejny erotyk... Naprawdę nie mam wewnętrznej potrzeby czytać takich książek, tym bardziej, że są oparte na jednym schemacie. Wystarczyło wziąć 50twarzy, podmienić imiona bohaterów i wyszłoby na to samo... Po co marnować drzewa na nową powieść tego typu?
OdpowiedzUsuńJa się za każdym razem zastanawiam po co marnować drzewa na takie dziwne twory jak "Zniszcz ten dziennik". Ostatnio w Empiku widziałam inną książkę w ten deseń. Chyba robię się stara, ale kompletnie nie rozumiem tych nowoczesnych książkowych trendów.
UsuńErotyki omijam w większości z daleka, nie czując się zaciekawiona kolejną tego typu historią. Teraz nastała moda na takie tytuły, która mam nadzieje niedługo przeminie i pojawi się coś bardziej interesującego. Twoją recenzję czytałam z ciekawością i uśmiechem na ustach :)
OdpowiedzUsuńNiestety ja nie przewiduję, że ta moda szybko przeminie. Dopóki będą kręcić Greya będą powstawać takie dziwa. A jak wiadomo reklama dźwignią handlu. Dla mnie to jest znak żeby takie pseudo historyjki omijać szerokim łukiem, co czasami jest problematyczne skoro atakują z każdych witryn i wystaw sklepowych!
Usuńi że takie książki się wydaje ...
OdpowiedzUsuńnapewno po nią nie sięgnę. :)
Wydaje się i się będzie wydawać. Szkoda tylko, że znane i poniekąd duże wydawnictwa decydują się na ich wydawanie. Potem ludzie będą komentować poziom polskiego czytelnictwa. Chociaż tutaj się nie dziwię, gdyż może nie tylko mnie takie książki zrażają do całego polskiego rynku wydawniczego...
UsuńRóżne opinie widziałam na temat książki i pewnie dlatego jestem jej ciekawa, chociaż raczej nie czytuję erotyków. Przeczytam i zobaczę co z tego wyniknie :)
OdpowiedzUsuńJa w 99% spotkałam się z bardzo dobrymi recenzjami. Nie wiem czym to było podyktowane, może tylko ja jestem taka krytyczna i szukam dziury w całym. Ale nie rozumiem i nie zrozumiem zachwytów nad tą książką. To już było wydawane ileś razy, wałkowane przez ileś pisarek. Nie, nie i jeszcze raz nie. Na razie jestem ciekawa czy wydadzą kolejne części, bo coś mi się obiło o uszy, że autorki popełniły parę takich "dzieł"!
UsuńCoś mnie w tej książce intryguję. I nie mam pojęcia dlaczego, bo to totalnie nie moja "działka". I choć kusi to nie na tyle by kupić. Może kiedyś, przy okazji. Ale nie specjalnie. :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam. ....mi się podoba.
OdpowiedzUsuńChociaż mało realna .w rzeczywistości to kobieta biega za facetem.
Znowu to samo...on - współczesny Adonis, marzenie każdej kobiety, same "ochy i achy", ona - cicha i potulna albo pewna siebie i uparta-------- dominacja, pan i niewolnica jak zwał tak zwał, a na końcu happy ending.....
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%